O PROJEKTOWANIU MITU

CZYM MIT (NIE) JEST

W rozumieniu człowieka współczesnego mit jest często postrzegany jako archaiczny relikt – malownicza, lecz nieprawdziwa opowieść, którą ludzie z ery przedpiśmiennej wypełniali luki w swojej wiedzy o świecie. To, jedno z najbardziej druzgoczących nieporozumień, oddelegowało mity do roli bajek dla dzieci, lektur szkolnych i ciekawostek. Rzeczywistość wygląda jednak zgoła inaczej.

W Montelunie wierzymy, że to nie my posiadamy mity, lecz mity posiadają nas. Stanowią one mianowicie niewidzialną architekturę naszych umysłów, zestaw schematów i klisz, przez które racjonalizujemy każdy aspekt świata. Mit, w sensie literaturowym (opowieść kultury oralnej) jest jedynie manifestacją dużo głębszego, immanentnie ludzkiego mechanizmu. Jung pisał o tym, że w umyśle każdego z nas, pod racjonalnymi strukturami ego, istnieje nieświadomość, która – jego zdaniem – jest miejscami wspólna dla wszystkich ludzi. W tej zbiorowej nieświadomości kryją się archetypy – uniwersalne wzorce poznawcze, działające jak soczewki skupiające chaos obserwowany w przestrzeni zdarzeń w zrozumiałe dla nas koncepty. Oznacza to, że fizyczny świat zawsze jest postrzegany przez pewnego rodzaju mitologiczny filtr, porządkowany przez zrozumiałe dla nas wszystkich archetypy. Lévi-Strauss mówił o tym porządkowaniu właśnie: mit jest podstrukturą umysłu, która pozwala nam rozgraniczać to co święte, dobre i szlachetne, od tego co banalne, złe i nikczemne.

NIEWIDZIALNA ARCHITEKTURA KULTURY

Mit jest niesamowicie istotny w budowaniu spójnych wizji świata. Każda kultura, ideologia, każdy naród czy partia polityczna potrzebuje własnego mitu założycielskiego, odpowiadającego za pęd i popęd jej członków w dążeniu do wspólnego celu. Rzymianie wierzyli w swoje prawo do podboju, po części ze względu na mit swojej wyższości i konieczności zaprowadzenia na świecie Pax Romana (Roma Aeterna). Feudalne struktury średniowiecza przetrwały tysiąc lat, ze względu na mit władcy rządzącego z woli Boga. Odkrycia i naukowe przełomy nowożytności były skutkiem racjonalistycznego mitu o możliwej wszechwiedzy. Nawet wielkie ideologie XX wieku (nazizm, komunizm, liberalizm) bez wyjątku zbudowane są na odpowiadającym im micie (kolejno rasowym, klasowym i wolnościowym). W XXI wieku też towarzyszą nam mity: transhumanistyczne mity o nieśmiertelności, fukuyamistyczny mit końca historii, Pax Americana, mit zagłady atomowej, mit McDonalda, mit sukcesu, mit miliardera.

Jeśli zatem przyjmiemy, że mit jest pewnego rodzaju warunkiem koniecznym, językiem przez jaki ludzka nieświadomość interpretuje świat, musimy zapytać o fundamenty światów, jakie sami powołujemy do życia. Skoro wierzymy, że metanarracje tego typu, są podskórną strukturą naszego świata (a przynajmniej pewnego rodzaju frameworkiem, przez jaki my ten świat postrzegamy), dlaczego mielibyśmy zakładać, że światy zrodzone z naszej wyobraźni, światy fikcyjne, mogą się obyć bez warstwy mitycznej?

OPOWIEŚCI ZAMIAST FAKTÓW

To właśnie w tym punkcie – na styku psychologii, socjologii, filozofii i sztuki worldbuildingu – objawia się kluczowa różnica pomiędzy płaską scenografią a żyjącym, oddychającym światem. Fantastyka nie potrzebuje mitu jedynie jako ozdobnika; potrzebuje go jako ontologicznego fundamentu, bez którego zawieszenie niewiary staje się niemożliwe. Naszym zdaniem, obowiązkiem światotwórcy jest wyposażenie swoich stworzeń nie tylko w wygląd, biologię, czy historię, ale przede wszystkim w tę ,,niewidzialną architekturę umysłu”, o której pisał Jung. Aby elf, krasnolud czy czarodziej wydawał się nam prawdziwy, musi on – tak jak my – patrzeć na swój własny świat przez pryzmat własnych mitów założycielskich.

Praktyczny imperatyw światotwórczy brzmi zatem: zanim narysujesz mapę, stwórz mitologię. Zanim opiszesz rasę, poznaj jej traumę założycielską i sen o przeznaczeniu. Prawdziwa głębia świata nie leży w szczegółach encyklopedycznych, ale w napięciu między oficjalną mitologią a heretyckimi kontr-mitami, między tym, co społeczeństwo mówi, że wyznaje, a tym, co podświadomie czuje. 

Dużo uwagi przykłada się w światotwórczym środowisku projektowaniu historii świata przedstawionego. Mówi się, że świat musi mieć przeszłość, że wydarzenia przeszłe powinny być tak samo zajmujące jak obecne, że aby świat wydawał się żywy, muszą istnieć związki przyczynowo skutkowe między tym, co przeszłe, a tym, co obecne. Nie odrzucamy tezy o potrzebie historyzmu w światotworzeniu, ale przesuwamy jej punkt ciężkości. Tak, jak istnieje związek między przeszłością a teraźniejszością, istnieje też związek między teraźniejszością a przyszłością. Związek ten nie jest bynajmniej tego samego rodzaju związkiem – opiera się on na ciągłości metanarracji i pozostaje niezmienny nawet w obliczu ogólnoświatowych rewolucji. 

Twierdzimy, że dużo ważniejsze od tego, co się wydarzyło, jest to, jak społeczeństwa to pamiętają i jaki wpływ historia ma na myślenie i zachowania ludzi. Nie interesują nas ruiny w lesie i to, kto w nich żył. Ważne jest to, kto w nich żył zdaniem współczesnych mieszkańców settingu i to, jakie działania owi mieszkańcy podejmują.

MIT ZAMIAST ENCYKLOPEDII

Z perspektywy światotwórstwa mitycznego, to jest takiego jakie reprezentujemy, szczegóły przeszłości nie są istotne. Wszak, w świecie przez nas zamieszkanym, wiele wydarzeń, postaci, idei czy procesów, pozostaje wykrzywionych w zwierciadle pamięci. Mamy historyków – uczonych starających się dotrzeć do prawdy, odkryć i rozpowszechnić fakty na temat przeszłości, po prawdzie jednak społeczeństwo funkcjonuje na zasadzie spójnych historii, skojarzeń i fabularyzowania (czyli mitów). Historia zakrzywiona przez mityczną soczewkę zdaje się być więc bliższa temu, co widzimy w świecie rzeczywistym, niż spisane z kronikarską dokładnością ,,lore”.

W Montelunie wyznajemy zasadę radykalnego antropocentryzmu worldbuildingowego, co oznacza, że w projektowaniu świata skupiamy się na tym, jak dany jego element jest postrzegany, a nie na tym, jaki faktycznie jest. Takie podejście wspiera tym bardziej analiza tych elementów naszej, prawdziwej historii, o których nie wiemy, bo nie mamy prawa wiedzieć. W świecie realnym, owe białe plamy wypełniają religie, plotki i teorie spiskowe. Nasze światy, podobnie jak świat rzeczywisty, są pełne pytań i zagadek, na które bardzo rzadko ktokolwiek zna odpowiedź. 

BIAŁA PLAMA NIE OZNACZA PUSTKI

Każdy światotwórca świadom jest istnienia ,,teorii białych plam”, to jest imperatywu stanowiącego, że świat przedstawiony nie powinien być przedstawiony  w pełni. Owe ,,białe plamy” służyć mają jako czynniki pobudzające wyobraźnię odbiorcy i tworzyć iluzję głębi i autentyczności. Choć wierzymy w zasadniczą słuszność tej teorii, dokładamy do niej dodatkowy element – jeśli czegoś nie wiadomo, ludzie sobie to dopowiedzą. I nie chodzi tu bynajmniej o odbiorcę dzieła, a o zamieszkujące ów fantastyczny świat stworzenia. Musimy mieć świadomość tego, że nasze fikcyjne społeczności bardzo rzadko będą miały świadomość tego co było, a częściej swoje własne, sprzeczne i niejednoznaczne interpretacje postaci, zdarzeń, czy miejsc. Akt tworzenia białych plam maluje się więc nie jako pozostawianie dziur w kreacji, a jako projektowanie misternej sieci szumów informacyjnych, w postaci legend i narracji, ale też nieświadomych interpretacji zachodzących wewnątrz umysłów i dusz stworzeń zamieszkujących owo tworzone przez nas uniwersum. 

W Montelunie nie boimy się tworzyć dziur, wręcz przeciwnie, traktujemy je jako centralne obiekty w naszym światotworzeniu. Budujemy wokół nich i na nich, projektując nie fakty, a mity, nie encyklopedie, a interpretacje. Obok historii wydarzeń tworzymy historię idei. Zapełniamy białe plamy – nie faktografią, a sprzecznością i niejednoznacznością.

PODSUMOWANIE

Prezentowany przez nas paradygmat mityczny, stanowi więcej niż tylko technikę narracyjną i światotwórczą– jest fundamentalną refleksją nad naturą rzeczywistości jako takiej. Tworząc światy według wyżej wymienionych zasad, nie tylko konstruujemy alternatywne rzeczywistości, ale także uczymy się dostrzegać mitologiczne struktury we własnej kulturze, historii i tożsamości. 

Świat zbudowany zgodnie z naszymi metodami nie potrzebuje usprawiedliwiać swojej głębi szczegółowymi kronikami czy doskonałą wewnętrzną spójnością. Jego autentyczność wynika właśnie z niejednoznaczności, z przestrzeni między oficjalną narracją a heretycką kontr-narracją, między tym, w co wierzą poszczególne społeczeństwa i grupy. Białe plamy przestają być pustkami w wiedzy, a stają się żywymi polami bitew konkurencyjnych interpretacji.

W ostatecznym rozrachunku, światotwórstwo mityczne zaprasza nas do pokornego uznania, że nawet jako twórcy wszechmocni wobec swoich stworzeń, powinniśmy pozwolić dojść do głosu naszym światom – ich sprzecznościom, ich niepewnościom, ich wielogłosowym prawdom. Bo świat naprawdę żyje nie w tym, co wiemy o nim na pewno, ale w tym, co o nim śnimy, czego nie wiemy, czego się boimy i w co wierzymy pomimo braku dowodów.

 

Robert Wilikis

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry