Wpis z Kroniki Światła Wygasłego, Rok 686 Po Zamilknięciu Źródła

O wielkiej Rebelii Długouchych, spisano tak:

I przyszły dni zamętu, w których wiatr niósł wonie popiołu, a ziemia drżała pod stopą wygnańców. Elfy, co niegdyś były panami królestw cienistych i świetlistych, powstały z gniewem dawnym, ostrym jak klinga i starym jak runa.

W sto czterdziestym roku po ustanowieniu Katedry, lat dwieście po Poświęceniu Salvarana, gdy Imię Zbawcy jaśniało już w każdym zameczku i w każdej chacie, a Kościół jego wzrastał jak dąb wiosenny, długouche rody, pobladłe już i wycieńczone brakiem mocy, podniosły swe chorągwie buntu.

Nie przyjęli Łaski. Nie ugięli kolan. Pamięć o blasku starym paliła ich serca, a żal po magii przemienił się w jad. Płonęły ich lasy domowe, a oni sami — pchnięci rozpaczą — runęli na miasta ludzkie niczym jesienne sztormy.

Wtedy to władcy ludzcy — od Miecza Salvarana po najlichszego hrabiego  — porzucili swary i zebrali regimenta. Siedemset siedemdziesiąt siedem chorągwi ruszyło na elfów, z ogniem, mieczem i świętym słowem.

Bitwy te, zwane potem Ciszą w Liściach, były długie i gorzkie. Elfy ginęły, lecz zabierały ze sobą tysiące. Puszcze zamieniały się w popiół, ich wieczne wieże — w gruz. Ich pieśni, które kiedyś koiły rzeki, teraz niosły tylko krzyk i zgrzyt stali.

Trwało to pięćdziesiąt miesięcy i trzy dni. A potem — zamilkło.

Ostatnia z elfich królowych, Virelian Złotooka, padła pod murami Teler-Maran, miasta zwanego teraz Upadkiem, a jej ciało spłonęło wraz z koroną w świetle dwóch księżyców.

I tak nastał czas ciszy.

Elfy, co przeżyły, rozproszyły się niczym popiół na wietrze. Niedobitki ich odpłynęły na swoich okrętach, lub przyjęły łaskę Salvarana, najmniej ukochanymi ze sług Zbawiciela się stając. Moc ich przepadła. Ich duma złamana. A ich liczba — szczupła jak nigdy.

I Kościół mówił: Oto zwycięstwo nad pychą.

Lecz starcy szeptali: Pycha nie ginie — ona czeka.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry